
Jako zdeklarowany fan NO MORE HEROES, wszelkie wieści na temat WET śledziłem pilnie. Może nie z zapartym tchem, lecz nie przepuściłem żadnego filmiku, trailera czy galerii screenów. A to dlatego, że przygody pięknej Rubi przypominały mi koncepcyjnie wygibasy Travisa Touchdowna. Wyczekiwanie na premierę podsycił dodatkowo Nexus, który w playteście przedstawił grę w superlatywach.
Rubi jest najemnikiem. Żyje z dala od cywilizacji, we wraku samolotu gdzieś na pustyni, a gości wita celując w nich z giwer, z którymi nigdy się nie rozstaje. Gdy jednak zawita w jej progi hojny sponsor, szastający banknotami, swoje cacka chowa do kabury i podejmuje dialog. Gdy pewnego dnia odwiedził ją przebrzydle bogaty staruch z intratną propozycją, nie odmówiła. Fabuła kręci się wokół wspomnianego starucha, próby „wydywania” przezeń charyzmatycznej heroiny, no i pogoni za oprychami rozsianymi po całym świecie. Nie fabuła jest jednak w WET najważniejsza.
JAZDA!
Grę otwiera intensywna rozpierdziawka - rozdział treningowy, w którym poznajesz meandry sterowania ponętną laską, władania bronią oraz korzystania z jej umiejętności. Te dotyczą głównie akrobatycznych wygibasów. Rubi potrafi z biegu wyskoczyć bardzo wysoko i kręcąc salto ostrzeliwać oprychów. Kolejna opcja to wślizg na kolanach - szusując w ten sposób heroina nie tylko pokonuje niskie przesmyki, ale przede wszystkim ostrzeliwuje wrogów. W obu przypadkach załącza się bullet time, więc można sadzić headshoty. Co ciekawe, nie ma żadnego paska odpowiadającego za zwolnienie czasu, więc możesz świrować do znudzenia. Co jeszcze potrafi Rubi? Biegać po ścianach niczym Książę Persji, korzystać ze wszelkich gzymsów, wspinać się po drabinach i generalnie „platformówkować” (wybacz, Czytelniku, nie mogłem się powstrzymać, hłehłe!) niczym Lara Croft. Szczególnie ten ostatni element bardzo pozytywnie mnie zaskoczył, bowiem w kilku poziomach nacisk na elementy wspinaczkowo-platformowe jest bardzo duży. Spektakularnie wygląda akcja, w której dziewczę zjeżdża po drabinie głową w dół, prując do oponentów jak do kaczek. WET to jeden wielki kocioł, akcja prze non stop, nie ma przestojów, nie ma czasu na nudę. A to dorwiesz się do gatling guna, dosłownie ścinając zastępy bandziorów i demolując otoczenie (no ba, beczki z paliwem w punktach zapalnych!), a to uporać się musisz z kilkudziesięcioma oprychami naraz, a to posiekasz na plasterki jakiegoś twardszego przeciwnika. Dwa spośród 12 rozdziałów składających się na tryb fabularny poświęcono zmaganiom na autostradzie. Szczerze napisawszy jestem pod wrażeniem tychże poziomów, bowiem w prostej linii porównać je można do akcji z drugiego „Matrixa”. Rubi przeskakuje z samochodu na samochód (QTE), w tzw. międzyczasie rozwalając na strzępy bandziorów wychylających się ze ścigających ją samochodów, a także motocyklistów. Akcje są kapitalnie zaskryptowane, dosłownie czuć wiatr we włosach. Musisz też wiedzieć, że tytułowy „wet” (a w zasadzie „wetwork”) to slangowe określenie zjawiska krwi rozpryskującej się na twarzy podczas krwawych porachunków. W grze nawiązano do sprawy w ten sposób, że w cut-scence Rubi rozwala łeb anonimowego nieszczęśnika z odległości 50 cm i krew ją zalewa. Dosłownie i w przenośni. Rusza więc do boju w trybie Rage: grafika przestawia się na komiksową, z przewagą barwy krwistoczerwonej. Laska działa kilkakrotnie szybciej niż zwykle, dziesiątkując wrogów z niesamowitą finezją.
ARSENAŁ
Skoro o broni mowa, w podstawowym wyposażeniu Rubi posiada colty, a wraz z rozwojem fabuły zyskuje nowe zabawki: kolejno obrzyn, uzi oraz kuszę miotającą granatami. Dostęp do pukawek masz pod d-padem, zatem wybór pożądanego oręża jest niezwykle intuicyjny oraz natychmiastowy, co pomaga w trakcie konkretnej zadymy. Oprócz broni palnej, Rubi taszczy na plechach katanę, z pomocą której rozczłonkowuje każdego, kto znajdzie się w jej zasięgu. Czyni to z gracją gospodyni domowej patroszącej karpia na wigilię. Jeśli wciąż nie zaskoczyłeś, WET jest grą opatrzoną metką „18” przez PEGI, w pełni zasłużenie zresztą. Dekapitacje, odcinanie kończyn, najcięższe gatunkowo bluzgi są tutaj na porządku dziennym.
CO NIE BANGLA?
Wiesz już zatem, że WET jest widowiskową grą akcji, w której trup ściele się gęsto. Skąd zatem ta nieco „przygaszona” ocena, którą z pewnością zdążyłeś już przyswoić? Ano, decydującym elementem jest bowiem wykonanie. Mam na myśli zarówno kwestie stricte techniczne, jak i kodu jako takiego. Po pierwsze, gra wygląda jak z poprzedniej generacji, tyle że w wyższej rozdzielczości. Cut-scenki wyolbrzymiają wszelkie niedoróbki, szczególnie kamera ustawiona blisko postaci zdradza, jak niechlujnie zostały wykonane. Jedynie główna bohaterka trzyma fason. Otoczenie nie powala (głównie wąskie uliczki i wnętrza budynków, choć kilka razy Rubi działa na otwartym terenie), interakcja z nim całkiem widowiskowa (rozwalasz sporo syfu), framerate się nie krztusi. Aby zamarkować niedoróbki, developer zastosował filtr graficzny rodem z filmów Quentina Tarantino - stara taśma filmowa, lekkie zniekształcenia obrazu i od razu jest wesoło. Jeśli miałeś przyjemność grać w THE HOUSE OF THE DEAD: OVERKILL - doskonale wiesz o czym piszę. Danie polano sosem z muzyki, którą pozwolę sobie określić fikuśnie mianem meksykańskiego punka. Jest specyficzna, lecz doskonale pasuje do scen gore na ekranie.
Jako że nie grafika jest najważniejsza, co powtarzam z uporem maniaka, byłbym w stanie przełknąć tę łyżkę dziegciu, lecz gwoździem do trumny jest kompletnie skapiona detekcja kolizji. Po pierwsze, Rubi nie może podskoczyć w miejscu, lecz daje susa 2 metry przed siebie. W praktyce oznacza to, że nieraz spadniesz z jakiejś półki, klifu, wpadniesz w tarapaty. Po drugie, nie potrafi płynnie się obracać, lecz stopniowo, co niesamowicie irytuje. W dodatku lubi dostawiać nogę, więc jeśli stojąc nad przysłowiową przepaścią chcesz się obrócić, jest wielce prawdopodobne, że obróci się, owszem, lecz niezbyt dokładnie i jeszcze zrobi krok. Krok na wagę życia lub śmierci. Najgorsze jest to, że nie masz na to wpływu. Wspomniana detekcja kolizji to popis niekompetencji programistów. Wyobraź sobie, że Rubi stoi przed przeszkodą szeroką na 2 metry. Jeśli skoczysz centralnie na nią, Rubi w locie zostanie przepchnięta niczym za sprawą magicznego magnesu, omijając przeszkodę. Tylko pomyśl, jakie konsekwencje oznacza to w ferworze walki. Napisałem, że gwoździem do trumny jest kompletnie skapiona detekcja kolizji? Wrrróć. Gwoździem do trumny jest idiotycznie pracująca kamera, która bardzo często stanowi dodatkowego, niezwykle groźnego przeciwnika.
RAJ UTRACONY
WET jest cholernie niespełnionym tytułem. Gra ma ogromny potencjał, zaprzepaszczony za sprawą kiepskiego wykonania, bolesnych schematów, no i widać, że kończona była w pośpiechu (końcówka strasznie rozczarowuje). Około 7 godzin potrzebnych do ukończenie WET to niewiele, tym bardziej że developer nie pokusił się o tryby zapewniające zabawę w Sieci. Polecam fanom STRANGLEHOLD. [HIV]

Wielkie oczekiwania, świetne trailery, porównywanie do najlepszych, a wyszedł przypalony kotlet z chomika. WET miało być tym, czym był kiedyś KILLER 7, czy nawet MAX PAYNE. Wyszło totalnie przeciętnie, momentami nawet źle. Oprawa nie zachwyca, sterowanie mimo wszystko nie jest doskonałe, schematy wylewają się wiadrami i gra po prostu staje się nudna. Kilka godzin "zabawy" to niezbyt wiele, więc widać, że programiści kończyli ją na szybkiego, bo jak można zepsuć tak krótką grę? Potencjał, o którym pisze HIV, jest, ale zmarnowany w podręcznikowy sposób. Jeśli masz okazję kupić WET za małą sumkę, to możesz wziąć i przekonać się, jak spartolono grę, która mogła być niezła. Wielka szkoda dla graczy i przemysłu.
Recenzja
- Platforma : PlayStation 3
Xbox 360
- Developer :Artificial Mind and Movement
- Wydawca :Bethesda Softworks
- Gatunek : action-adventure
strzelanina
TPP
- Online :nie
- Premiera :
-
18.09.2009
ZALETY
- + konkretna rozwałka
- + uzasadniona brutalność w świecie brudnych interesów
- + świetne akcje na autostradzie
WADY
- - bugi uprzykrzające zabawę (kamera!)
- - schematy
- - niedzisiejsze wykonanie
Facebook


Nie masz swojego konta? Możesz je założyć tutaj